Elżbieta Ciborska: Eugenia Kierbedziowa Warszawie

13 czerwca 2016 | 21:54

kierbedzeugenia

Eugenia Kierbedź należy do grona osób wyróżnionych honorowym obywatelstwem Warszawy (1929) oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1923). Była sukcesorką bajecznej fortuny po Stanisławach Kierbedziach, dwóch wybitnych inżynierach komunikacji: ojcu (1810-1899) i mężu (1845-1910), a zarazem stryjecznym bracie Eugenii.

Ten pierwszy zbudował – obok wielu arterii komunikacyjnych i kanałów w carskiej Rosji – stalowy most kratownicowy w Warszawie, nazwany później jego imieniem, po powojennej odbudowie znany jako most Śląsko-Dąbrowski. Stanisław zwany młodszym, mąż Eugenii, prowadził w Rosji budowę mostów betonowych i żelbetowych, pracował też w zarządzie Kolei Wschodniochińskiej w Harbinie. Eugenia Kierbedziowa urodziła się w 1855 r. (według innych źródeł w 1858 lub 8.10.1859) w Petersburgu. Od 1909 r., a na stałe po Wielkiej Wojnie (1914-1918) aż do śmierci w dniu 10 lipca 1946 r., mieszkała w Rzymie, gdzie swój dom – w centrum Wiecznego Miasta – zamieniła w salon i ostoję kultury polskiej. Była znana z pasji artystycznych. Zajmowała się malarstwem.

Warszawę odwiedzała często, doglądając swoich fundacji. Być może zatrzymywała się u ojca – zrazu w jego mieszkaniu przy Smolnej, a potem przy Marszałkowskiej 151, w kwartale ulic między Próżną i Królewską, zniszczonym bezpowrotnie już we wrześniu 1939. A być może mieszkała się w jednym z nowoczesnych hoteli Warszawy.


Aktywna do końca życia, w czasie ostatniej wojny odwiedzała żołnierzy 2 Korpusu Polskiego, którzy 18 lipca 1944 r. zdobyli włoską Ankonę. Do wybuchu drugiej wojny jeździła co lato do swojego majątku w Dłużniewie na Witebszczyźnie. W drugim majątku – w Rybiniszkach pod Antonopolem – nabytym przez jej ojca od rodziny pisarza Józefa Weyssenhoffa, urządziła dom twórczy dla artystów malarzy, literatów i muzyków. Na plenery zapraszała adeptów malarstwa z Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, którą założył – w styczniu 1904 r. – malarz Kazimierz Stabrowski, przyjaciel domu Kierbedziów.

Szkoła funkcjonowała początkowo w przypadkowo wybranych budynkach – przy Hożej 35, w halach przy Koszykowej czy pracowniach przy Wiejskiej 19 i Wierzbowej. W 1914 r. Eugenia Kierbedziowa ufundowała dla uczelni gmach przy Wybrzeżu Kościuszkowskim 37. Z jej środków zakupiono też wyposażenie pracowni. Sale – na życzenie profesorów szkoły – otrzymały określone rozmiary i okna od strony północnej (w celu uniknięcia refleksów światła). Fundatorkę obdarowano – w styczniu 1913 r. – tytułem Honorowej Członkini Szkoły Sztuk Pięknych.

W holu gmachu zaprojektowanego przez Alfonsa Graviera umieszczono tablicę z inskrypcją: Gmach Szkoły Sztuk Pięknych ofiarowany Polsce przez Stanisława i Eugenię Kierbedziów w roku 1914. Nowy budynek został entuzjastycznie oceniony – jako wzorcowy dla tego typu szkół – ze wspomnianym odpowiednim oświetleniem pracowni, przyjaznym wnętrzem, bogato wyposażonym zapleczem, tarasem pod odkrytym niebem – do sporządzenia studiów z natury – oraz z nowoczesnym centralnym ogrzewaniem. Kierbedziowa przyznała szkole stałą roczną dotację w wysokości 6 tys. rubli – równą dotacji warszawskiego magistratu.
Uczelnia nie zdążyła wprowadzić się do nowej siedziby. W chwili wybuchu pierwszej wojny światowej obiekt przejęły władze rosyjskie, które urządziły tu szpital Czerwonego Krzyża. Po wycofaniu się Rosjan z Warszawy – w 1915 r. – do budynku wkroczyli Niemcy, ale wskutek starań ówczesnego prezesa Komitetu Opiekuńczego uczelni, Stanisława Lubomirskiego, gmach został zwrócony Szkole.

Po odzyskaniu niepodległości placówka została – w 1922 r. – upaństwowiona, a od 1932 r. działa pod nazwą Akademii Sztuk Pięknych. Przez wiele lat obiekt na Powiślu był siedzibą Wydziału Rzeźby ASP. Obecnie staje się częścią rozbudowanego głównego kampusu tej uczelni artystycznej w związku z jej wyprowadzką z pałacu Czapskich na Krakowskim Przedmieściu 5. Z kolei w gmachu przy Myśliwieckiej 8, ufundowanym przez inżynierową na potrzeby internatu dla niezamożnych panien „Opatrzność”, po kilkakrotnej zmianie funkcji umieszczony został – w 1957 r. – Wydział Architektury Wnętrz ASP.

Kierbedziowa zajmowała się także pracą społeczną w szeregach Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego, powstałego w 1907 r. z inicjatywy lekarza społecznika – doktora medycyny i chirurgii Karola Benniego, którego filantropka darzyła przyjaźnią. Celem działań organizacji było podniesienie poziomu życia materialnego wsi oraz ocalenie jej folkloru. Na początku 1914 r. otwarto przy Tamce 1 siedzibę tego stowarzyszenia – ufundowaną przez Kierbedziową okazałą pięciopiętrową neogotycką kamienicę z czerwonej cegły. Gmach nie przetrwał do naszych czasów.

W czerwcu 1914 r. otwarto przy Koszykowej 26 gmach Biblioteki Publicznej m. st. Warszawie, założonej z inicjatywy Towarzystwa Biblioteki Publicznej. Fundacja Kierbedziowej sfinansowała budowę trzykondygnacyjnego reprezentacyjnego budynku frontowego połączonego z magazynem. Obiekt wzniesiono według projektu Jana Heuricha młodszego. Nowoczesne magazyny w podwórzu – na 300 tys. tomów – były wyposażone w żelazne półki, poprowadzone przez wszystkie siedem pięter, a zarazem stanowiące podporę dla podłóg poszczególnych kondygnacji. Ofiarodawczyni wyposażyła też wnętrza biblioteki w sprzęty, których część sama zaprojektowała.

Ze względu na brak możliwości zapewnienia bibliotece stałych środków finansowych Towarzystwo Biblioteki Publicznej rozwiązało się (1 lutego 1928), a jego majątek, w tym bibliotekę, przejął samorząd Warszawy. Fundatorkę przypomina tablica pamiątkowa, wmurowana w 1916 r. w holu gmachu głównego, a także umieszczony w czytelni głównej portret Eugenii Kierbedziowej pędzla wspomnianego wyżej Kazimierza Stabrowskiego, przekazany bibliotece na jej 85-lecie przez Marię Teresę Bułhak-Jelską Allegranzę, wnuczkę Zofii z domu Kierbedź – siostry Eugenii. Warto na koniec dodać, że aktywna w Polonii włoskiej rodzina Pani Marii do dziś kultywuje pamięć wielkiej filantropki.

Szczodra ofiarodawczyni sfinansowała także budowę jednego z pawilonów (nr 4) szpitala dla umysłowo chorych w Drewnicy, w 1915 r. W pawilonie, okolonym przez wielki park, dziś w granicach podwarszawskich Ząbek, wmurowano tablicę pamiątkową, dedykując obiekt powracającym do zdrowia.

*

Eugenia Kierbedziowa spoczywa na Starych Powązkach, w rodzinnym grobie. W testamencie rozporządzonym w 1943 r. zapisała znaczną część zbiorów dzieł sztuki Muzeum Narodowemu w Warszawie. Pokaźną kwotę pieniędzy przeznaczyła na rzecz nauki polskiej. Do dziś istnieją znakomite charytatywnej aktywności inżynierowej. Wszystkie związane z Warszawą. Warto myśleć o innych, gdyż jak pisał przed stu laty w „Tygodniku Ilustrowanym ” autor artykułu poświęconego Kierbedziowej pt. Hojna ofiarodawczyni (1914, nr 25): Jeżeli prawdą jest, że dwa razy daje ten, kto prędko daje, to dziesięciokroć więcej daje społeczeństwu ten, kto ofiarę swoją kieruje ku trwałemu, obliczonemu nie tylko na dzień dzisiejszy pożytkowi zbiorowemu, kto hojnie szafując jednocześnie rozdziela mądrze i przezornie.

Elżbieta Ciborska

***

CAŁY NARÓD BUDUJE SWOJĄ STOLICĘ!

Tekst pani dr Elżbiety Ciborskiej ukazał się pierwotnie w Warszawskim Magazynie Ilustrowanym STOLICA, w numerze 3 (marzec 2016 roku). Opowieść o wybitnej filantropce i „szczodrej ofiarodawczyni Warszawy”, EUGENII KIERBEDZIOWEJ – dzięki autorce i za jej zezwoleniem – postanowiliśmy zaprezentować na internetowych łamach DZIENNIKARZY PL, bowiem, dziś w dobie szalonej komercjalizacji, coraz rzadziej się zdarza, aby ludzie bogaci, i wybitnie majętni, tyle dobrego robili dla swojego miasta.

Proszę, zwróćcie uwagę, Drodzy Czytelnicy, na szaloną pazerność tzw. „byłych właścicieli”, którzy wydzierają miastu kolejne kamienice i place, w myśl przewrotnego „świętego prawa własności”. Warszawa między innymi dzięki tzw. „dekretowi Bieruta” została odbudowana i wybudowana po totalnej wojnie przez powojenne polskie społeczeństwo (pamiętacie hasło: Cały naród buduje swoją stolicę”?).

Tzw. „Dekret Bieruta” został unieważniony – „bo komunistyczny”! Ostała się pusta nadzieja, że przyjdzie czas filantropii.

Dzięki pani doktor Ciborskiej, znanej medioznawczyni – i czytelnicy STOLICY i nasi Czytelnicy, poznają od nowa piękne słowo filantropia. Co w starogreckim języku znaczyło: „kochający ludzkość”.

REDAKCJA DZIENNIKARZE PL

Facebooktwittergoogle_plusmail