Mam wypisane na skórze, co to jest państwo policyjne

7 października 2017 | 12:11

 

Mówił na spotkaniu w Domu Dziennikarza (27 września 2017) profesor Karol Modzelewski. Ta rozmowa była kolejną dobrą lekcją naszej historii, przekazaną dziennikarzom przez wiarygodnego świadka czasów Polski Ludowej, transformacji i tej dzisiejszej pod rządami prawicy.

Nie był to wykład, a raczej sesja pytań i odpowiedzi. Profesor Modzelewski z ogromnym bagażem doświadczeń przeciwnika ustroju socjalistycznego z jednej strony – i dziennikarze, w przeważającej części aktywni zawodowo właśnie w Polsce Ludowej. Byli ciekawi opinii profesora o zmianach, z którymi mamy do czynienia i przewidywań, co dalej.


Pytany o wyzwania, jakie stoją przed współczesną Polską, profesor wrócił do czasów pierwszego rządu prawicy, kiedy „budowniczowie państwa policyjnego potknęli się na nieudolnych prowokacjach służb i budowa została zatrzymana na lat osiem”. Po zwycięstwie wyborczym ponownie uruchomili „ciąg technologiczny budowy państwa policyjnego” (to określenie prof. Ewy Łętowskiej). I realizują plan konsekwentnie. Dlatego „nie możemy się dać wepchnąć na długo w dyktaturę policyjną”.

Musimy pamiętać, że „demokracja jest silna wyłącznie poparciem obywateli. Jest słaba, jeżeli nie ma zgody”.

Uczestnicy spotkania wracali do przeszłości. Pytali na przykład o pierwszych sekretarzy partii i ich decyzje. Profesor mówił, „z sentymentem”, że Edward Gierek był pierwszym przywódcą, który pojechał do stoczniowców „Warskiego”. Bez tych rozmów trudno byłoby o porozumienia sierpniowe. Zaś Władysław Gomułka zliberalizował politykę gospodarczą, zwłaszcza tę dotyczącą wsi, a także – o czym często zapominamy – stosunki kulturalne.

Pytany, kto wymyślił Lecha Wałęsę pół żartem pół serio odpowiedział, że nie trzeba go było wymyślać. Kierował organizacją związkową, strajk w stoczni chcieli rozpocząć młodzi robotnicy po zwolnieniu Anny Walentynowicz, ale nieco skrępowani czekali, kto ich w tym strajku poprowadzi. To Jacek Kuroń podpowiedział, że to niejako naturalny przywódca. I Lech Wałęsa wcale nie musiał skakać przez płot.

 

Mówił także o sytuacji w Polsce, coraz bardziej napiętej, ogarniętej strajkami. Według niego „stan wojenny wynikał z logiki systemu”. Generał Jaruzelski tłumaczył się i usprawiedliwiał z tej decyzji do końca życia. A sam profesor Modzelewski, wówczas uznawany za ekstremę „Solidarności”, wraz z grupą sobie podobnych stanowili swoiste alibi dla generała. Starał się być realistą w tych trudnych czasach, co wcale nie było łatwe w sytuacji konfliktu wewnętrznego i realnej groźby interwencji sowieckiej. Podkreślał, że „Solidarność” wcale nie szykowała się do przejęcia władzy, nawet z tego powodu, że nie miała odpowiedniego (własnego i przygotowanego) zaplecza kadrowego. Sytuacja zmieniała się bardzo szybko, rosło napięcie i kiedy naprzeciw strajkujących stawało wojsko i milicja – kiedy miałeś przed osobą nabitą broń trudno było „nie zostać złamanym przez przemoc”. Tak było na przykład w warszawskim Rawarze.


Nie zabrakło pytań dotyczących polityków prawicy. Profesor powiedział, że dokładnie poznał destrukcyjną osobowość i działalność Macierewicza podczas rządów premiera Olszewskiego. Pytano również o odszkodowania, o które występują obecnie byli działacze opozycji – mówiąc o Rokicie, profesor stwierdził, że nie przypomina sobie, aby był on specjalnie represjonowany.

A mówiąc o nastrojach i poglądach młodzieży – powołując się na środowisko Uniwersytetu Warszawskiego – usłyszeliśmy, że „historycy są prawicowi, a studenci nauk politycznych i dziennikarstwa lewicowi – ale to pewno z czasem zmieni się”.

Barbara Janiszewska (fot. Eugeniusz Święty)

Źródło: Dziennikarze RP

Facebooktwittergoogle_plusmail