SŁOWO i WOJNA PROPAGANDOWA. Prolog

4 października 2016 | 19:31

objects-of-propaganda-1204885-640x956

Foto: http://pl.freeimages.com/photographer/siewlian-57448

Polacy – naród prostoduszny, pomimo historycznych doświadczeń. Żyją w ciągłych mirażach, odgrzewają stare idee, gotowi lekkomyślnie zawierzyć swój los każdemu propagandyście, który skuteczniej posłuży się słowem. A więc temu, kto więcej obiecuje, i mami bez skrupułów. Po szkodzie, żałują, bowiem słowa propagandystów biorą za rzeczywistość. Dzieje się to zawsze przed kolejnymi ważnymi wyborami. A gdyby też lud był bardziej oczytany… Przesadzam? Być może, prześledźcie jednak, rodacy, nasze dzieje. Choćby te ostatnie…

Jestem uczulony na zbitkę językową – public relations, którą nowatorzy językowi usiłują zastąpić nazwę – propagatio, przez co niegdyś rozumiano czynność rozkrzewiania winorośli. A wyraz ów – rozkrzewianie – wprowadził do światowego obiegu papież Grzegorz XV bullą Incustabili Divine 22 czerwca 1622 roku, powołując do życia: Sacre Congregatio de Propagande FideŚwiętą Kongregację Propagandy Wiary, nadając wyrazowi zgoła inne znaczenie: właśnie – rozkrzewiania wiary. Jak rozkrzewiano? To problematyczne. Głównie mieczem! A dopiero potem – słowem!

O czym może świadczyć historia wojen krzyżowców o grób Chrystusa, czy „nawracania” na wiarę katolicką ludów Ameryki Południowej przez Hiszpanów: zdobywanie królestwa Meksyku w latach w latach 1519 – 1524. Świadectwo temu dał uczestnik podbojów, (konkwisty), zakonnik Bernal Diaz del Castillo (1495 – 1584) mówiąc o „wybijaniu” tamtejszej ludności i niszczeniu ich kultury… Właśnie za opór przed przyjęciem duchowych „nowinek”. (W Polsce dzieło ukazało się pt. „Pamiętnik żołnierza Korteza” i ”Prawdziwa historia Podboju Nowej Hiszpanii”).

pamietnik-zolnierza-korteza

Pisząc dziś pracę o propagandzie, warto było stawiać i takie pytanie, o rozumienie terminu. Na moje rozeznanie w samej Polsce, nie tylko w okresie długiego – bo ponad 45. lat istnienia Polski Ludowej, i 27 lat żywota III RP, różne wydawnictwa wydały już kilkadziesiąt tytułów o tym zjawisku (propagandzie). Czy trafiły one do ogółu, dla wiedzy na domowe półki, choćby skromnych biblioteczek? Wątpię!

Istotą propagandy, a więc teorią i praktyką, zajmują się naukowcy i specjaliści w różnych humanistycznych uczelniach, bądź partyjni propagandyści, czego wymownym przykładem jest przez wiele lat, PZPR, chociaż ta właśnie partia wywianowała – nolens violens – partię Kaczyńskiego, który po likwidacji imperium prasowego Polski Ludowej: RSW Prasa – Książka – Ruch, przejął znaczne dobra po likwidacji prasowego olbrzyma; na tych dobrach od długiego czasu – ezgzystuje PiS.

Dziś dziennikarz o przekonaniach prawicowych, to człowiek – wydaje się – który zatracił już dawno cechy dziennikarza – informatora, komentatora o sytuacji w kraju i zagranicą. Wydaje się, że dziennikarze z okresu Polski Ludowej dbali bardziej o rzetelne informowanie społeczeństwa, niż ci piszący i wydający gazety choćby z tego względu, aby nie posądzano ich o swoiste ideologiczne stręczycielstwo za władzą.

Dziś, zarówno ci partyjni, jak i wysyłani przez partie do różnych redakcji na tzw. „dziennikarskie przesłuchania” w redakcjach są w większości dobrze przygotowani. Oni wiedzą, po co wysyła się ich, w przeciwieństwie do żurnalistów, przeprowadzających owe „pogadanki” np. przed kamerami. Owych speców jest wielu. Ostatnio do tych „wysyłanych” dołączył Jan Maria Jackowski. Przebił w propagandowej narracji cały dotychczasowy zestaw gadających głów na tematy wszystkie…

Specjalistą od pisowskich propagandowych pogadanek stał się wiele miesięcy temu, pewien doktor, pełniący dziś rolę prezydenta Polski. Ostatnio (27.08.2016) pan doktor UJ dał popis swej propagandowej wiedzy przed żołnierzami w bazie lotniczej w Krzesinach… Popuścił wodze fantazji. Swojego „opiekuna duchowego” – Lecha Kaczyńskiego – wyposażył w moc sprawczą sprowadzenia do Polski samolotów F-16. Tymczasem…

„Decyzję o rozpisaniu przetargu na zakup 60 samolotów wielozadaniowych dla polskiego lotnictwa podjął rząd Jerzego Buzka. W maju 2001 roku skierowano do Sejmu RP odpowiedni projekt ustawy, który został uchwalony w czerwcu 2001 roku. Podpis pod ustawą złożył prezydent Aleksander Kwaśniewski…”

Ten akapit pochodzi z portalu pod nazwą OKO.press.  OKO.press to portal sprawdzający fakty i prowadzący dziennikarskie śledztwa, medium społecznościowe i archiwum życia publicznego – jak sami o sobie piszą. I dalej:

„Lech Kaczyński nie był wówczas posłem, więc nie brał udziału w głosowaniu. Był co prawda ministrem sprawiedliwości w rządzie Buzka, ale nie miał żadnego wpływu na decyzje dotyczące F-16. MON kierowane było wówczas przez Bronisława Komorowskiego. To Komorowski, Buzek i Kwaśniewski mogą przypisać sobie zasługę rozpoczęcia rzeczywistych prac nad zakupem samolotu wielozadaniowego dla Polski…”

„Natomiast realizacja tego projektu to zasługa Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W wyborach parlamentarnych na jesieni 2001 roku AWS została kompletnie rozbita, jednak rząd Leszka Millera kontynuował pracę nad zakupem myśliwców. W 2002 r. znowelizowano ustawę – przejęcie ponad dwudziestu demobilizowanych MiG-ów od armii niemieckiej pozwoliło ograniczyć zamówienie do 48 samolotów. Również pod tą ustawą podpis składał prezydent Kwaśniewski.

Lech Kaczyński był wówczas posłem. Głosował – wraz z całym klubem PiS – za przyjęciem ustawy, ale do tego ograniczyła się jego aktywność. Nie zabierał w Sejmie głosu w sprawie samolotów wielozadaniowych, nie był też członkiem sejmowej Komisji Obrony Narodowej, która pracowała nad projektem.

Jego aktywność w Sejmie była niewielka, ponieważ prowadził intensywną kampanię wyborczą. W listopadzie 2002 roku został wybrany na prezydenta Warszawy, a to stanowisko nie ma z lotnictwem wojskowym zupełnie nic wspólnego.

Przetarg na 48 samolotów wielozadaniowych Ministerstwo Obrony Narodowej kierowane przez Jerzego Szmajdzińskiego (SLD) rozstrzygnęło w grudniu 2002 roku. Kaczyński zatem urzędował już w warszawskim Ratuszu, gdy zdecydowano, że Polska kupi – za 3,5 miliarda dolarów – 48 samolotów F-16 od Amerykanów.”

„W 2005 roku Lech Kaczyński pokonał Donalda Tuska w wyborach prezydenckich i po raz pierwszy rzeczywiście wziął udział w wydarzeniach związanych z F-16. Latem 2006 roku, jako głowa państwa, prowadził uroczystość przekazania Polsce pierwszych myśliwców. Maria Kaczyńska została matką pierwszego zakupionego przez Polskę F-16. Wówczas, przez nieco ponad rok, gdy Lech Kaczyński był zwierzchnikiem sił zbrojnych, a rządził PiS, prezydent rzeczywiście miał wpływ na politykę obronną polski. Jednak samoloty wielozadaniowe już wtedy były w Polsce”.

(Cytaty pochodzą z publikacji KTO SPROWADZIŁ F-16. DUDA WYMYŚLIŁ PLANY LECHA KACZYŃSKIEGO )

 

*

Zacięta walka wyborcza anno 2015 o pałac prezydencki w Polsce, o prezydenturę, dziesięciu pretendentów i jednej pretendentki – w początkowej fazie – kampanii w warstwie słownej z powodzeniem może służyć jako wstępna fraza pracy o propagandzie, szczególnie, zaś obietnice pana Andrzeja Dudy, choćby ta o wycofaniu ustawy o emeryturach, czyli skróceniu czasu pracy przed dojściem do emerytury, unaocznia, każdemu, że ten pan nie wiedział co mówi, że to proces długotrwały i niezwykle kosztowny i w efekcie katastrofalny dla polskiej gospodarki, w przyszłości przynoszący załamanie systemu emerytalnego. Wielu z tych pretendentów do prezydentury z pewnością wiedziało, że to propagandowe bajki. A jednak głosili otwarcie owe brednie bez umiaru, wiedząc, że „ludzie to kupią!”. I kupili głosując na delikwenta. Wychowanek panów Kaczyńskich był konsekwentny. Owe wycofanie głosił do ostatniej chwili, do ciszy wyborczej, strasząc Polaków, że przyjdzie im pracować, aż do śmierci, gdy tymczasem w ostatnim ćwierćwieczu życie Polek i Polaków wydłużyło się aż o 15 lat. Tak twierdzą badacze .

Do zwycięstwa pana Dudy nad prezydentem Komorowskim w ostatniej fazie zmagań przyczyniły się również – w pewnej mierze nolens volens dwie telewizje informacyjne: TVP Info i TVN 24, zapraszając do swych stacji wygadanych słownych partyjnych rębajłów, którzy przekonywali do swych racji. Oczywiście za słowami poszły miliony na spoty, spotkania z licznymi zwolennikami. No, i poranna kawa rozdawana na stacjach metra zaspanym warszawiakom spieszącym się do pracy. Oczywiście, to ostatnie zdanie to złośliwość… Jednak, tak było…

Henryk Kazimierz Zagańczyk

Facebooktwittergoogle_plusmail