Jazda do Wilanowa, czyli oskalpowany Trakt Królewski

5 maja 2018 | 08:38

W pierwotnym zamiarze miał to być krótki felieton, coś lekkiego. Ale wszystko się we mnie buntuje! To przez ten zamiar wpuszczenia szybkiego tramwaju z Woli aż do Wilanowa. Ponoć wszystko jest już postanowione. Trasa ma liczyć ponad 10 km. Pieniądze przewidziane na ten cel już czekają, głównie te z Unii Europejskiej. Łącznie ponad miliard złotych! Jest też gotowa wizualizacja kolejnych odcinków, można je obejrzeć w internecie.

Budowa linii przez Dolny Mokotów do Wilanowa ma ruszyć w 2019 roku. Ze Spacerowej nowa trasa poprowadzi wprost do Jana III Sobieskiego. Gdy teraz patrzę na wizualizację inwestycji w wykonaniu radosnych twórców, serce rośnie. Sama zieleń, piękne budynki, istna sielanka! Nie chcę się wypowiadać na temat całości budowy na tej trasie, ale… Przy Trakcie Królewskim, czyli przy alei Jana III Sobieskiego, mieszkam już 48 lat.

Przeżywałem kolejne modernizacje drogi: wycinanie drzew, sadzenie drzew, zakładanie drugiej jezdni, poszerzanie jezdni. Budowę osiedli po obu stronach drogi królewskiej, w tym moją Sadybę, sąsiedzkie Stegny. Ze smutkiem i żalem myślę o zagładzie łąk w tej pradolinie Wisły, gdzie rosły zapomniane już gatunki roślin. Gdzie wegetowały wymarłe gatunki fauny. Tak było! Jak będzie za kolejne kilkadziesiąt lat, trudno dziś przewidzieć. I jaką cenę zapłacimy my, mieszkańcy?

Na razie od bardzo wczesnych godzin porannych słychać na całej Sobieskiego grzmot silników samochodowych. Ruchoma ława samochodowa za ławą. Od rana gonią na północ, gdzieś do trzewi miasta, po południu wracają. Przez cały dzień i wieczór. I ten smog, aż gę- sty, lepki. Z mojego bloku wyprowadziła się już połowa mieszkańców. Przyszli nowi – przelotne ptaki: studenci, pracownicy dorywczy…

Nie inaczej wygląda sytuacja na ulicy Witosa i w alei Sikorskiego. Pojazdy z trudem przeciskają się z Sobieskiego, po skręcie w prawo, kolumny samochodów spotykają niekończący się kontredans pojazdów pędzących ze wschodu na Ursynów lub w drugą stronę. Zależnie od pory dnia tworzą się tam korki.

Dramatycznie toczy się ruch na wąskiej ulicy Idzikowskiego łączącej Górny Mokotów z Dolnym. Nim auta dojadą do przeprawy na prawy brzeg Wisły, upływa wiele straconych minut, w niekończącym się korku. Tak w olbrzymim uproszczeniu wygląda opis dziejącego się dramatu drogowego, tylko na krótkim odcinku Mokotowa.

*

Warszawa z przedwojennej substancji straciła ponad osiemdziesiąt procent. Po 1945 roku odbudowaliśmy zniszczenia, przez kolejne lata w mozole wznosiliśmy – dom po domu, gmach po gmachu. Powstała nowa Warszawa. Po 1989 roku zaś nastał nowy okres tworzenia miasta – szturm na nowoczesność, budowa nowych tras. I pięcie się pod niebiosa: swoisty taniec wysokościowców wokół Pałacu Kultury, bo jeśli nie można go wysadzić w powietrze (bo zabytek), to obmurować wysokościowcami. Efekt – w ścisłym centrum powstał chaos budowlany.

Nie inaczej dzieje się na Woli. I tu nastąpił wysyp biurowców. I nie wiadomo co z tego wyniknie. Z rozpędu poniszczyliśmy tzw. kliny napowietrzające, które od wieków wentylowały miasto. Efekt: zaduch dławi miasto i ludzi, wszystko spowija wszechwładny smog.

*

Pewne miejsca powinny zachować swój koloryt. Tak jest ze Starówką i Krakowskim Przedmieściem, fragmentem Traktu Królewskiego, który przeistoczył się przed laty w estetyczną część stolicy. Nie wszędzie jednak rozbudowa miasta realizowana była z głową. Przede wszystkim brak w podejmowaniu decyzji wyobraźni i myślenia z wyprzedzeniem na lata. Obawiam się, że nowa linia tramwajowa to kolejny tego przykład.

Budowa linii tramwajowej – według wizualizacji – to tworzenie od nowa znacznej części miasta. Zmiany idą chyba nieco zbyt daleko. Z planów wynika, że jezdnie alei Sobieskiego zostaną zwężone z trzech pasów ruchu do dwóch. Akurat w tych miejscach, gdzie dziś tworzą się największe korki. To spowoduje jeszcze większe kłopoty kierowców w dojeździe do centrum, spowoduje też kolosalne utrudnienie życia dla mieszkańców przy tym natężeniu ruchu samochodowego. Gdzie przekierowana zostanie ta fala samochodów? Ile godzin każdego dnia pojazdy będą przeciskać się przez nagle zwężony lejek? Nadzieja, że kierowcy przesiądą się do nowych tramwajów, to myślenie życzeniowe, krótkowzroczne. Część się przesiądzie, ale ich miejsce w korkach zajmą nowi, którzy wprowadzą się do nowo wybudowanych domów w Wilanowie i okolicach. Te szybkie tramwaje zresztą też staną w korkach – gdy dojadą do węzła na Puławskiej i skrzyżują się z liniami, które tamtędy przebiegają. A co się stanie, gdy tramwaj na tej linii ulegnie awarii?

Zatrzyma się cały ciąg tych szynowych pojazdów, a nieliczne autobusy, które nie zostaną wycofane, nie będą w stanie przebić się do centrum miasta, bo też utkną w korku na zwężonej alei. Będzie jeszcze więcej hałasu, jeszcze więcej smogu, jeszcze więcej niebezpiecznych skrzyżowań…

Pomysł takiego przebiegu linii tramwajowej krytykują też liczni mieszkańcy Wilanowa. Może więc wystarczyłoby przeprowadzić linię z Miasteczka Wilanów w kierunku najbliższej stacji metra, na przykład do przystanku Wilanowska? Byłoby krócej, taniej i wygodniej dla wszystkich… W życiu miast, a stolicy w szczególności, przychodzi taki dzień, kiedy nie można bawić się w konwenanse.

Należy pilnie podejmować decyzje: bez względu konsekwencje. W tym przypadku finansowe. Warszawę i jej blisko dwa miliony mieszkańców może uratować tylko metro, kolejne odcinki i kolejne linie. Tak jak w wielu miastach europejskich: w Londynie, Moskwie, Pradze, Budapeszcie. Nie mó-wiąc o dalekich stolicach jak choćby Tokio czy Seul.

Henryk Zagańczyk

Felieton w skróconej wersji opublikowany był w dwumiesięczniku M6, rr 2 (114) Marzec-Kwiecień 2018

Facebooktwittergoogle_plusmail